Warszawski Punk ma się bardzo dobrze!

To już 3 wydawnictwo punkowej ekipy „Warsaw Punk”. Śmiało można powiedzieć, że należy się im ukłon za tę robotę. Za 35 zeta w pakunku mamy winyl w wybranym kolorze (czarny, zielony, czerwony), cd oraz wkładkę z wrzutem od każdej kapeli. Wszystko zapakowane w karton opatrzony elegancką kreskówką.

   Muza przednia, 19 bandów z przytupem, o niektórych pewnie dowiecie się po raz pierwszy, tym bardziej dobrze, bo nawet jeśli nie podejdzie melodia to słychać potencjał na przyszłość. “Zepsół”, nazwa trochę z dupy, ale panka potrafią grać, podobnie jak „Niestety” i „Oi Brygada”. Kurczak trochę sepleni, ale nadaje to charakter ich graniu. Chłopaków z „Niestety” nie widziałem jeszcze na żywo i chyba będzie trzeba ruszyć dupę. „Oi Brygada” ma nieprzeciętne groupies, więc czas, żeby odpuścili te foty z gitami, jak mają lepsze rzeczy do pokazania… „Braineater”, „Masakraj” pewnie szybko zbierze wokół siebie młode ekipy punkowców, bo drzemie w nich olewczo-wywrotowy syndrom, jakże potrzebny dzisiejszej młodzieży. „Satellites” i „Inhalators” na propsie, Ramonesów nigdy mało, „Inhalatorsi” tak długo wyśpiewywali mi refren, że jeszcze dośpiewywałem im jedną zwrotkę 😉 Za „Fat Kid’s” pozostaje tylko zatęsknić, dobrze wyszli z progu i miałem nadzieję, że poszarpią trochę dłużej, numer spoko, ciepłego amerykańskiego punka jest zdecydowanie za mało w naszej enklawie piździawy. „Street Lights”, kozacki numer, świetnie zrealizowany, słychać dobry warsztat u tych gości, jeden z lepszych na płycie. „Werwolf 77”, kolejna piosenka, którą będę nucił dłuższy czas, warszawski punk rock bez nich nie miałby smaku. „Wounded Knee” rzucił super numer, podbicie Zwierzaka w drugiej części kawałka jest świetne! Szkoda, że póki co, tego nie zobaczę przez jebanych złodziei… Pójdę za to na kolejny strzał „Government Flu”, kiedy tylko nadarzy się okazja, tych czterech skromnych gości, wpierdalających sałatę, robi naprawdę dobrą robotę. „Lazy Class” to teraz najbardziej zapracowany zespół w stolicy. Dużo chłopcy koncertują nie tylko w Polandzie, fajnie że wrzucili jeden ze swoich kozaków na tego składaka. Osobiście bardzo lubię wokal Eryka już od momentu jego podśpiewywania Stanowi z czasów grania z „Warsaw Dolls”. „Bombat Belus”, odkąd przestali kroić ludzi na Pradze, wzięli się za uczciwą robotę, terminatory pod wodzą Patreze, to zajebiste starocie, których trzeba szanować, a jak nie to wpierd… „Poison Heart” trochę młodsi ale podobnie 😉 Ja w PH najbardziej lubię ‘Łamacza Stopy’, który za potłuczone talerze już dawno kupiłby sobie Poloneza. „Brooks was Here”, „Sailors Grave” i „Shame” te trzy słyszałem pierwszy raz. Bandy nadają szerszy kontekst tej płycie, ale także scenie punkowej w Warszawie, wszystkie kapele mają patent na fajne melodie. „Sailors Grave” ma bardzo dobry warsztat i wokal z konkretnym wydarciem.

Podsumowując, za mało punk’n’rolla i soczystych solówek, hehehe. Należy się jeszcze słowo o Punkowcach w ukryciu, którzy trzymają pieczę nad tym dziełem, a jest ich kilku. Gratulacje! Jeżeli nie kupujesz płyt, to powinieneś zacząć od tej. Poznasz punka ze swojej dzielni w cenie półlitrówki taniej łychy.