GLUECIFER – „Ridin’ the Tiger” (White Jazz Records, 1997)

Gluecifer to norwescy samozwańczy “królowie rocka”. Kapela, której nie powinno być potrzeby przedstawiania, ale znając polskie warunki… (szukałem w internecie jakiejkolwiek polskojęzycznej recenzji tego wydawnictwa I niestety nic…).

Do rzeczy… „Ridin’ the Tiger” to pierwszy album gości z Oslo, utrzymany w wysokowoltażowym rock’n’rollowym stylu. Od razu po włożeniu krążka do odtwarzacza zostajemy wbici w skórzany fotel („Leather Chair” – tytuł pierwszego kawałka) przez ścianę dźwięków, jakie wyciskają ze swoich instrumentów panowie z Gluecifera. Kolejny utwór rozpoczynający się wydawać by się mogło nieco lżej, po chwili przyspiesza jak pocisk z głowicą nuklearną wycelowany prosto w nasza głowę. Wreszcie przy trzecim „Bounced Checks” dostajemy pozornie chwile wytchnienia. Pozornie, bo pomimo zwolnienia tempa wyczuwalna jest ogromna energia płynąca z naszych głośników za sprawą niesamowitych partii gitarowych. Kolejne numery to czysty hard rock lat ‘80tych smierdzący punkiem, aż miło. Po prostu rock’n’roll!!!!

Albumem „Ridin’ the Tiger” Gluecifer przeforsował sobie drogę do pierwszego szeregu skandynawskich kapel rock’n’rollowych/hard rockowych i stoi w nim po dziś dzień, pomimo rozpadu zespołu w 2005r. Cała płyta jest mocno gitarowa i energetyczna, ale nie nudna. Co jakiś czas muzycy Gluecifera pozwalają nam opaść spod sufitu, by dać nam złapać oddech, tylko po to, aby znów wsadzić nas na grzbiet tygrysa… swoją drogą sam tytuł płyty „Ridin’ the Tiger” (ujeżdżając tygrysa) doskonale oddaje  emocje towarzyszące słuchaniu tego albumu.

www.myspace.com/gluecifer

by BadLuckLuke (badluckluke@wp.pl)